niedziela, 27 stycznia 2013

Zdradzony lecz niepokonany


Ciekawym i radosnym aspektem zdrady jest to, że można się zemścić oraz można się popłakać przez nią. Doszukiwanie się radości w płaczu nie jest na moim celu i nie jest moim celem, bo to by było przykre samo w sobie. Chcę wspomnieć o zdradliwej wenie, która za pewne albo kiedyś wróci i czym jest ta wena? Wena jest to coś, co przychodzi mimowolnie, lecz przez ludzi jest uznane, że można ją wymusić, nazywa się w tym czasie ją muzą, czyli, od kobiety, która jest muzyką dla ucha i za pewnie jakiejś kobiety z legend tudzież jakiejś mitologii, w, którą nie będę się zagłębiać, bo nie lubię się męczyć i doszukiwać, więc ja napiszę jak to jest widziane przez mój mały rozumek. Ze względu na to, że muza kojarzy mi się z kobietą, która gra, więc jest to coś dobrego coś, co ma działać, więc jest to, ten aspekt życia, który pozwala nam na twórczość. Od i tyle, więc wena musi być jako, że jest powiązana z muzą też tym co daje możliwość spełniania się na wielu poletkach. Dziś moim poletkiem jest pisarstwo, choć wiele aspektów mojej twórczości może być nie zrozumiała. To dobrze jest wiedzieć, że do dadaistów mi daleko, już wyjaśniam, kim byli dadaiści. Był to w dawnych czasach nurt lub specyficzny tok myślenia tudzież grupa ludzi, a zwłaszcza grupa ludzi, którzy kierowali się tym, że brali gazetę tudzież pismo, jakie sami stworzyli, powycinali poszczególne słowa, wrzucili je do worka i pomieszali, wyjmując każdą taką karteczkę na jej podstawie, tworzyli dzieła, tak, więc jako, że staram się pisać zrozumiale i tworzyć zdania, czasem proste, czasem złożone to do dadaistów, którzy tworzyli chaos to jest mi daleko. Taki dadaizm może być twórczy, gdy byśmy pocięli wszystkie wyrazy, z jakich chcemy stworzyć dzieło wyjmowali po trzy i na ich podstawie tworzyli zdania, złożone używając pewnych odmian, tak by miało to sens. Ale, ale nie przejmując się tym wszystkim wcale uciekłem od tematu powszedniego a mianowicie od weny. Jako, że czasem czuję się od niej uwolniony, to nie daję się i nie poddaję się, gdyż jestem cierpliwy niczym rozkładający się obornik, wiedząc, że czasem mi coś wyjdzie, bo obornik jest, jako nawóz naturalny, choć śmierdzący. Daje smak i radość ze spożywanych potraw nim podsypanym, a mianowicie roślin. Przyjemność posiadania takiego obornika w głowie jest niczym nieskalana oraz niebędąca wartością skalarną radość ze słońca. Z tego miejsca pamiętam, że miałem pisać o tym, co jest dla mnie takową weną. Jest to na przykład słońce, kobiety zwłaszcza te piękne, dziś widziałem piękne nogi, w lato będę je podziwiał na żywo a nie w dżinsach. Tak, więc jeszcze innym aspektem, z jakiego czerpię inspirację, bo tak też można nazwać moje czerpanie działań są dzieci, które swoją bezpośredniością i tym jak bez pruderii potrafią się z nami komunikować, jak już wspominałem Jasia, który mnie natchnął do tego, że by się nie bać i działać na swoim terenie jak tylko chcę. Bo on nie bał się mojego psa Morusa, który jest duży tak ja postanowiłem tu się wyżywać w sposób kulturalny i etyczny. Radując się tym, że także w sposób estetyczny. Choć nie jestem jakiś zajewielkim estetą w życiu codziennym tak jak niemal, że każdy, lubię porządek, lecz nie chce mi się za bardzo go utrzymywać. Jestem trochę dziwny, ze względu na to, że nie zależy mi za nadto na bogactwie, choć lubię walutę i wszystko, co z nią związane, czyli gadgety i bajery buzery to, uważam się za człowieka renesansu, któremu nie potrzeba do szczęścia złota, plaż, nagich kobiet, wystarczy mi do szczęścia łąka, słońce oraz wierna i dobra niewiasta, z którą będę mógł się cieszyć tymi przymiotami natury, miziać ją słomką trawy po udach i policzkach, obdarowywać pocałunkami w trawie na kocyku niczym dwa pieski, bawiące się ze sobą:

 Wprawiając ją w ten czas w ekscytację i przyjemność. Takie marzenia, które wiele znaczą dla mnie. Tym samym zapodaję bit Kalibra44 „Zdradliwa Wena”:

 Ten kawałek mnie popycha do działania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz