Pod tą zabawną nazwą "Otchłań
namiętności" kryje się tytuł serialu brazylijskiego, dziś
poruszę ich temat, bowiem znam je z przeszłości, znam przykładowo
„Niewolnica Izaura”, najzabawniejsze jest w nich to, ze niczego
konstruktywnego nie można się z nich nauczyć. Wiadomo, że jest to
ciekawa sensacja, poruszane są bowiem w nich tematy stricte miłosne,
zawierają one w sobie wielkie intrygi coś na znak, swego czasu
lubianych oraz w niektórych kręgach, do tej pory lubiane,
czasopisma Harlequin, do dziś czasem się zastanawiam, co kusi
kobiety, by uciekać się do tak próżnych i wprost bezsensownych,
romansideł. Wiele kobiet mnie okrzyczy za to co tu piszę, ale nie
chcę tu wywołać burzy w szklance wody, więc poprawię się i
dodam, że mają one jakiś tam sens, bo jest to powieściowe
pisarstwo, sam za takim czymś nie przepadam i kojarzy mi się to ze
stetryczałymi, samotnymi wdowami lub kobietami zniewieściałymi.
Coś jest w tych kobietach takiego, że tracą czas na takie głupoty,
lecz powinny zająć się takimi sprawami, jak zdobycie swojego
mężczyzny. Powiem tak, kobiety nie martwcie się mojej miłości
starczy dla was wszystkich. Jak chcecie to podam wam w prywatnej
wiadomości i zapraszam na moje fanpage, facebooka, abyście poznały
mnie bliżej i jeśli nie zakochały się we mnie, to polubiły mnie
z miejsca. Bo jestem skromnym wielbicielem każdego rodzaju kobiecych
wdzięków, nie mam się za boskiego żigolo, więc jeśli jest jakaś
zafascynowana mną kobieta tudzież dziewczyna, to będę w niebo
wzięty. Bo mam dość stwierdzeń, że moja kobieta jeszcze się nie
urodziła, ba jej rodzice się jeszcze nie poznali. Jestem sceptyczny
już do tego podejścia. Wiem, że jest gdzieś i, że ją znajdę.
Będę w ten czas dumny z siebie i tą dumą zarażę właśnie moją
przyszłą wybrankę. Dość o mnie, bo zboczyłem nieco z tematu,
cała bowiem fabuła wszystkich tych brazylijskich oraz wenezuelskich
seriali ma to samo podłoże. Jest to tani i niczym nie skalany
romans pomiędzy dwojgiem ludzi, odskocznią od tego serialu jest
każdemu znana i już obszczekana „Moda na sukces” o tym tasiemcu
wspomnę, jedynie tyle, że różnicą pomiędzy brazylijskimi
poczciwymi i wenezuelskimi również poczciwymi serialami jest taka
różnica, że w „Modzie na sukces” jest wątek miłości każdy
z każdym, co nie zawsze występuje u wyżej wymienionych, bywa tak
czasem, ale to już są skrajne momenty. I czy pamiętacie serial
„Brzydula” przecież z tego wykluła się też polska edycja tego
brazylijskiego serialu. Więcej mogę powiedzieć, na temat tych
seriali, że mają one swój koniec, więc lecą seriami. Wspomniana
„Brzydula” miała w sobie ciekawą fabułę miłosną sekretarki
z prezesem firmy zajmującej się modą. Ale było miło i się
skończyło. „Brzydula” jako przedstawicielka tego nurtu
telewizyjnych seriali, pokazuje, że nie jest z nimi tak najgorzej. O
ile dobrze pamiętam, a pamiętam bo choć to było już jakiś czas
temu to utkwiło mi w pamięci, to serialowa brzydula miała na imię
Betty. Wprost nie polecam tych seriali, ze względu na to, że robią
niezłą sieczkę w mózgu, można po nich jeśli nie dostać
alzheimera, wrzodów lub tasiemca, ze względu na to, że się tak
ciągną to można zapaść w głęboki sen, sen niedźwiedzi. Z
którego obudzi nas pocałunek przyjaciółki Betty. Prawdę mówiąc
kusząca perspektywa, lecz po co komu długi sen, bo sen ten może
trwać bardzo ale to bardzo długo, właściwie tak długo aż
znajdzie się taka Betty, która Cię pocałuję. Lub jeśli chodzi o
żeńską cząstkę tego świata to sympatycznie brzmiące imię
Armando, powinno się pojawić. Więc wywód na temat ciągnących
się seriali, które mają wiele pozytywnych bo miłosnych aspektów
zakończę na przyjemnej postaci Betty. Z życzeniem aby każdy
znalazł swoją Betty w najbliższych latach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz