piątek, 1 lutego 2013

Otchłań namiętności


Pod tą zabawną nazwą "Otchłań namiętności" kryje się tytuł serialu brazylijskiego, dziś poruszę ich temat, bowiem znam je z przeszłości, znam przykładowo „Niewolnica Izaura”, najzabawniejsze jest w nich to, ze niczego konstruktywnego nie można się z nich nauczyć. Wiadomo, że jest to ciekawa sensacja, poruszane są bowiem w nich tematy stricte miłosne, zawierają one w sobie wielkie intrygi coś na znak, swego czasu lubianych oraz w niektórych kręgach, do tej pory lubiane, czasopisma Harlequin, do dziś czasem się zastanawiam, co kusi kobiety, by uciekać się do tak próżnych i wprost bezsensownych, romansideł. Wiele kobiet mnie okrzyczy za to co tu piszę, ale nie chcę tu wywołać burzy w szklance wody, więc poprawię się i dodam, że mają one jakiś tam sens, bo jest to powieściowe pisarstwo, sam za takim czymś nie przepadam i kojarzy mi się to ze stetryczałymi, samotnymi wdowami lub kobietami zniewieściałymi. Coś jest w tych kobietach takiego, że tracą czas na takie głupoty, lecz powinny zająć się takimi sprawami, jak zdobycie swojego mężczyzny. Powiem tak, kobiety nie martwcie się mojej miłości starczy dla was wszystkich. Jak chcecie to podam wam w prywatnej wiadomości i zapraszam na moje fanpage, facebooka, abyście poznały mnie bliżej i jeśli nie zakochały się we mnie, to polubiły mnie z miejsca. Bo jestem skromnym wielbicielem każdego rodzaju kobiecych wdzięków, nie mam się za boskiego żigolo, więc jeśli jest jakaś zafascynowana mną kobieta tudzież dziewczyna, to będę w niebo wzięty. Bo mam dość stwierdzeń, że moja kobieta jeszcze się nie urodziła, ba jej rodzice się jeszcze nie poznali. Jestem sceptyczny już do tego podejścia. Wiem, że jest gdzieś i, że ją znajdę. Będę w ten czas dumny z siebie i tą dumą zarażę właśnie moją przyszłą wybrankę. Dość o mnie, bo zboczyłem nieco z tematu, cała bowiem fabuła wszystkich tych brazylijskich oraz wenezuelskich seriali ma to samo podłoże. Jest to tani i niczym nie skalany romans pomiędzy dwojgiem ludzi, odskocznią od tego serialu jest każdemu znana i już obszczekana „Moda na sukces” o tym tasiemcu wspomnę, jedynie tyle, że różnicą pomiędzy brazylijskimi poczciwymi i wenezuelskimi również poczciwymi serialami jest taka różnica, że w „Modzie na sukces” jest wątek miłości każdy z każdym, co nie zawsze występuje u wyżej wymienionych, bywa tak czasem, ale to już są skrajne momenty. I czy pamiętacie serial „Brzydula” przecież z tego wykluła się też polska edycja tego brazylijskiego serialu. Więcej mogę powiedzieć, na temat tych seriali, że mają one swój koniec, więc lecą seriami. Wspomniana „Brzydula” miała w sobie ciekawą fabułę miłosną sekretarki z prezesem firmy zajmującej się modą. Ale było miło i się skończyło. „Brzydula” jako przedstawicielka tego nurtu telewizyjnych seriali, pokazuje, że nie jest z nimi tak najgorzej. O ile dobrze pamiętam, a pamiętam bo choć to było już jakiś czas temu to utkwiło mi w pamięci, to serialowa brzydula miała na imię Betty. Wprost nie polecam tych seriali, ze względu na to, że robią niezłą sieczkę w mózgu, można po nich jeśli nie dostać alzheimera, wrzodów lub tasiemca, ze względu na to, że się tak ciągną to można zapaść w głęboki sen, sen niedźwiedzi. Z którego obudzi nas pocałunek przyjaciółki Betty. Prawdę mówiąc kusząca perspektywa, lecz po co komu długi sen, bo sen ten może trwać bardzo ale to bardzo długo, właściwie tak długo aż znajdzie się taka Betty, która Cię pocałuję. Lub jeśli chodzi o żeńską cząstkę tego świata to sympatycznie brzmiące imię Armando, powinno się pojawić. Więc wywód na temat ciągnących się seriali, które mają wiele pozytywnych bo miłosnych aspektów zakończę na przyjemnej postaci Betty. Z życzeniem aby każdy znalazł swoją Betty w najbliższych latach.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz