niedziela, 9 czerwca 2013

Rozkminy już nie za małolata.

Czy coś ciekawego jeszcze mnie dziś spotka?
Czy ciekawość moja odnośnie tego jak wpłynął mój dzień na teraźniejszy stan ducha zostanie zaspokojona?
Ile jeszcze potrzebuję czasu by zrozumieć jak wpłynąć pozytywnie na siebie?
Co powiedzą mi osoby, które mają na mnie wpływ w najbliższym czasie, że poprawią lub czy poprawią mój stan?
Czy ktoś mnie kocha, prócz tych, którzy robią to z powołania czyli rodzina?
Ile jeszcze infantylnych dni minie zanim zrozumiem, że dziecięce myślenie może coś dla mnie pozytywnego wnieść?
Kiedy będę gotowy by ściągnąć kajdany w, które ubrał mnie system?
Czy tęsknota za wolnością własnego wyrażania siebie i chęć ponownego apetytu poznania powróci?
Czy w poplątanych zakamarkach i alejkach własnej osoby jeśli nie to może choć trochę osobowości znajdę siebie, czy również ktoś mi w tym pomorze?

Perspektywa
Z perspektywy czasu wszystko wygląda inaczej, ludzie Ci bliscy stają się dalsi, Ci, którym powierzylibyśmy w przeszłości o, której lepiej nie mówić, bo sprawia jedynie zakłopotanie, nie jedną ważną sprawę. Tak się mają idee, które po czasie widać jak były słomiane i spłonęły pod wpływem nadmiernym ich pocieraniem i sykaniem między sobą. Gdyż jak wiadomo z praw fizyki jeśli za dużo wykorzystamy sił w wielu kierunkach to może nastąpić powolne lub szybkie i gwałtowne zniszczenie lub srogi uszczerbek materiału. Wszystko to jest bowiem niczym wobec wieczności, do której zmierzamy i, która wprost kusi nas do poznawania nowinek, które z resztą daje nam na tacy niczym podawane nam, gdy oczywiście jesteśmy chorzy i leżymy w szpitalu, leki. Takie zbawienne podejście do życia daje wytchnienie i pewne, już od lat wiadome i kultywowane szarpanie się z codziennością. Powodzenia dla nocnych marków, aby w końcu się wyspali natomiast dużo sił dla porannych szadzi, które dają rady w najcięższe dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz